Pages

  • Strona główna
  • O mnie
  • Kontakt
Martosława

Witaj!

Witaj!
Marta, stawiająca swoje pierwsze kroki w dorosłości studentka architektury krajobrazu w Lublinie. Pochodzi ze śląska, a dokładniej z Jaworzna. Urodzona 19 października 1996 r. Uwielbia podróżować, czytać książki, fotografować, i namiętnie oglądać seriale. W życiu codziennym towarzyszy jej muzyka, wyobraźnia i kapryśna kotka imieniem Kluska. W czasie wolnym tworzy listy, albumy, czy inne handmadowo - scrapbookingowe stwory. Uważa, że jedyne co nas ogranicza to nasza wyobraźnia, a pojęcie 'beztalencia' praktycznie nie istnieje. Na swoim blogu pisze o sobie i o wszystkim co ją cieszy. Pokazuje swoje życie, inspiracje, hobby, twórczość. Ma nadzieję, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i nie uśnie po pierwszej linijce tekstu ;)

Obserwatorzy

Home travel
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą travel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą travel. Pokaż wszystkie posty

Ten o moich 22 urodzinach

Kolejny rok za mną.
Wciąż mam wokół siebie mnóstwo wspaniałych ludzi i przeżytych tyle wspaniałych chwil. Jeszcze wiele przede mną, ale mam nadzieję, że czeka mnie wiele uśmiechu, radości, miejsc do odkrycia i ludzi do poznania.
Miniony rok był bardzo wyboisty, wiele się działo - dobrego i złego, ale każda z sytuacji pokazała mi na kogo mogę liczyć i kto zawsze będzie mnie wspierał. Odkryłam też znajomości, które wiem, że pozostaną na dłużej, ale też takie do których nie mam ochoty więcej wracać....
Dzisiejszy dzień był po prostu piękny - ludzie, prezenty, kwiaty, niespodzianki... każdemu życzyłabym tak wspaniale spędzonego dnia! ♥
Na zakończenie chciałabym życzyć sobie wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki za kolejny rok!
Buziaki,
M.

Ten o jesiennym spacerze


Fajnie w mojej pracy jest to, że oprócz całego wolnego dnia po pracy i weekendu, mamy wolny jeszcze jeden dzień w tygodniu.Dzisiejszy poniedziałek postanowiłam spędzić na spacerze wzdłuż kanału i po dzielnicy w której aktualnie mieszkam. Pennyland w mojej top3 ulubionych dzielnic w Milton i cieszę się, że akurat tutaj trafił nam się pokój.
Jeśli chodzi o pogodę w uk to jest ona dla mnie wielkim zaskoczeniem. Lato było bardzo upalne, a temperatura wciąż nie spada, w Polsce w obecnej chwili z tego co wiem jest dość deszczowo i chłodno, a tutaj jeszcze długo długo nie sięgnę po jesienną garderobę - nie mogę się doczekać zimy, żeby przekonać się czy znienawidzę ją równie mocno co zimę w Polsce (nie znoszę zimna!).
Trzymajcie się cieplutko!
Buziaki,
M.


Ten o tym jak znalazłyśmy kolejną pracę w UK

Jakiś czas temu pisałam, że czekamy na telefon z drugiej firmy w sprawie szkolenia. Później pisałam, że zrezygnowałam ze szkolenia na rzecz koncertu Eda Sheerana... i po wielu przygodach wreszcie się udało! Minęło już ponad 3 tygodnie odkąd pracujemy w nowej pracy i to był obrót o 180 stopni. Ciężko było przestawić się ze zmiany dziennej na zmianę nocną, a tym bardziej na dwie prace... Tak... brzmi to trochę szalenie, ale przez przez te ostatnie 3 tygodnie postanowiłyśmy pracować w dwóch pracach. Najgorzej było to zgrać logistycznie, ponieważ jedna praca kończy się o 8 rano, a zaczyna o 8, ale dzięki uprzejmości naszej teamleaderki i fakcie, że nas lubi, to mogłyśmy przychodzić do pracy chwilę później a potem odpowiednio dłużej zostawać. 
Ciężko jest porównać do siebie obie prace, bo każda polega na czymś innych, chociaż zdecydowanie przyjemniej pracuje mi się w Waitrosie. W Cliperze pracujemy w grupie, nasza praca polega m.in. na rozpakowywaniu kartonów z ubraniami, wieszaniu ich na wieszakach na których łączymy ubrania w paczki, a następnie po powieszeniu ubrań i odpowiednim oklejeniu zawozimy je na odpowiednią linie która odpowiada danemu państwu.Jeśli chodzi o Waitrose to jest to voice picking i pomimo pracy głosem to praca jest bardziej urozmaicona, chodzimy po liniach i roznosimy produkty do odpowiednich sklepów, mamy kontakt z różnymi ludźmi i jest po prostu ciekawiej. Ciekawiej też wygląda sprawa wypłaty, ponieważ w Clipperze jest to najniższa krajowa czyli około 8£ na godzinę, a w Waitrosie jest to około 15£ + 1,5 stawki na nadgodzinach. 
Nie jesteśmy jednak aż tak szalone, żeby ciągnąc dwie zmiany przez cały czas, dlatego jeszcze około 1-1,5 tygodnia i wreszcie będziemy mogły się wyspać *.*
Buziaki,
M.

Ten o national insurance number (NINO)

Pisałam już wcześniej, że miałam umówione spotkanie w sprawie NINO (national insurance number), a w poprzednim poście wspomniałam, że już jestem po spotkaniu. Chciałabym przybliżyć trochę jak wyglądało to spotkanie, o co mnie pytano i jak je dostałam.
Moje spotkanie w revenue wywołało dość spore zamieszanie na magazynie i nie wiem na ile jest to prawdziwa informacja, ale  ponoć z 6 dziewczyn które były w tym miesiącu na spotkaniu w sprawie ubezpieczenia, ja jako jedyna dostałam swój numer na stałe, a reszta otrzymała tymczasowy numer ubezpieczenia. 
Samym spotkaniem stresowałam się przeokrutnie.... jak już wcześniej wspominałam bardzo mało używamy języka angielskiego i bałam się, że czegoś nie zrozumiem albo źle powiem i będzie to miało wpływ na to czy dostanę ubezpieczenie czy nie. Jeśli chodzi o dokumenty jakie ze sobą miałam był to zarówno dowód osobisty jak i paszport - wystarczy jeden z nich, ale pani w revenue powiedziała, że paszport jest lepszy. Oprócz tego miałam ze sobą umowę najmu mieszkania, umowę o pracę z agencji, list polecający i jednocześnie potwierdzający, że pracuję, dane kontaktowe do agencji i osoby która wystawiła nam taki list polecający, moje dane kontaktowe - adres, numer, i jeżeli byliśmy już kiedyś w UK, bądź jesteśmy od dawna, ale nie pracowalismy wcześniej, to nasz poprzedni adres zamieszkania (jeżeli byliśmy w uk wcześniej to zostaniemy zapytani o cel tej wizyty i nawet jeśli, tak jak w moim przypadku, były to wakacje u znajomych, to Pani i tak zapytała o adres). 
Jeżeli posiadamy drugie imię i jest ono wpisane w naszym paszporcie/ na dowodzie, bardzo ważne jest, aby wszystkie dokumenty - umowa najmu, list polecający, również posiadały wpisane oba imiona. U mnie w revenue był z tym problem, ponieważ w paszporcie mam wpisane drugie imię, a na dokumentach go zabrakło - mimo to Pani powiedziała, że wyjątkowo przymknie oko, ale żebym na przyszłość o tym pamięta (Pani w banku nie chciała przymknąć oka na ten błąd i nie udało mi się otworzyć konta, ponieważ na żadnym z dokumentów nie miałam wpisanego drugiego imienia - nawet na liście potwierdzającym spotkanie w revenue - z otwarciem konta musiałam poczekać na list z numerem nino). 
Całe spotkanie wspominam bardzo miło, ale odetchnęłam dopiero jak po około 3 tygodniach dostałam kopertę z numerem. Cała wizyta w revenue trwała około 40-50 minut. Po przyjściu do urzędu zostałam poproszona o list który otrzymałam pocztą, a po rejestracji dostałam numerek i miałam czekać na swoją kolej. Po zwolnieniu okienka zostałam zawołana do stanowiska, Pani się ze mną przywitała i zaczęło się całe spotkanie. Rozmawiałyśmy tak naprawdę o niczym, a w międzyczasie Pani wypełniała formularz, zbierała ode mnie dokumenty i kserowała je. Po wypełnieniu formularza Pani poprosiła mnie o sprawdzenie całości i ewentualne poprawienie literówek, po czym poszła zweryfikować moje dane i złożyć formularz. W czasie weryfikacji miałam wrócić do poczekalni i po około 15 minutach wrócił Pan, który powiedział, że wszystko jest i że teraz mogę czekać około 3 tygodni na decyzję.
Buziaki,
M




Ten o tym jak znalazłyśmy pracę w UK.

Po prawie trzech tygodniach wreszcie udało nam się znaleźć pracę! Pomimo tego, że Milton to miasto magazynów i normalnie rok w rok pracy jest mnóstwo, to trafiłyśmy akurat na okres w którym zamknięto ogromny magazyn tesco i tamci wszędzie mają pierwszeństwo...
Z jednej strony mogłyśmy skorzystać z pięknej pogody, opalać się, spędzać popołudnia nad jeziorem, a z drugiej już rozglądałyśmy się za powrotnym transportem do polski i podliczałyśmy straconą kasę....
Ale wreszcie się udało! Magazyn do którego trafiłyśmy, jest potocznie zwany Polandią, na palcach u obu rąk mogę wyliczyć osoby, które mówią po angielsku, z jednej strony ma to swoje plusy, ale z drugiej po tygodniu pracy tutaj i używania wyłącznie języka polskiego czuje się jak debil kiedy ktoś zapyta mnie o coś po angielsku, a ja dukam pojedyncze słówka, albo niezgrabne zdania... Ale może od początku... 

O pracy powiedziała nam znajoma - nie jest to jakoś super płatna praca, bo dostajemy najniższą krajową, ale na początek lepsze to niż nic. Po maratonie rejestracji w agencjach już wiemy, że najlepiej na początek rejestrować się w agencjach, które swoje biuro mają bezpośrednio na magazynie.
Po umówieniu się na spotkanie w Clipperze (nazwa naszej firmy) zostałyśmy zaproszone na spotkanie gdzie wypełniłyśmy formularze
z danymi jak imię, nazwisko, adres (najlepiej angielski i najlepiej jest mieć umowę najmu przy sobie), doświadczenie, ukończone szkoły, czy numer konta bankowego i nino (national insurance number). Jeśli chodzi o naukę, to najlepiej powiedzieć, że już się ukończyło szkołę
i raczej nie wspominać, że praca ma być tylko na wakacje - jeśli pracodawca ma dużo chętnych to raczej niechętnie zadzwoni do osób, które za dwa miesiące się zwolnią. Co do doświadczenia myślałam, że byłam na gorszej pozycji od dziewczyn, bo moje doświadczenie w pracy w uk było zerowe - ale Travis powiedział, że nie ma problemu jeśli wpiszę pracę z Polski. Nie posiadam jeszcze nino, ale wystarczyło pokazać list z Revenue i powiedzieć kiedy mam spotkanie w sprawie ubezpieczenia, (dlatego dobrze jest wcześniej zadzwonić i umówić się na spotkanie), a co do konta, to nie było mowy o podaniu numeru którejś z dziewczyn, dlatego wypłatę dostaje w czekach dopóki nie otworzę swojego konta.
Kilka dni temu byłyśmy jeszcze na jednym takim spotkaniu w innej firmie, i tam przyjmowała nas polka - Kasia, która pozwoliła mi wpisać numer konta którejś z dziewczyn - więc w takim przypadku warto po prostu  zapytać. Po wypełnieniu formularzy dostałyśmy test sprawdzający naszą znajomość języka angielskie, ale spokojnie, nie był to test który miał wykazać czy znamy perfekcyjnie czasy czy napisać wypracowanie, ale były to proste zadania matematyczne, albo proste polecenia na zasadzie 'zakreśl w kółko wszystkie kwadraty', albo 'podkreśl dwa traktory'. Potem Travis sprawdził nasz test i przeprowadził z nami 'rozmowę kwalifikacyjną' - zapytał jak się czujemy, dlaczego przyjechałyśmy do uk, na jakiej zmianie chcemy pracować czy od kiedy chcemy zacząć - była to luźna rozmowa, która miała sprawdzić naszą komunikatywność. Takie testy i krótka rozmowa o niczym to standard przy rejestracji w agencjach, ale nie ma się czym aż tak stresować.
Trafiłyśmy akurat na dzień w którym odbywało się szkolenie wstępne, więc dostałyśmy propozycję, aby uczestniczyć w nim już dzisiaj. Na szkoleniu został nam puszczony film opowiadający w skrócie o firmie i o zasadach panujących na magazynie, po czym dostaliśmy do rozwiązania test, który potem wspólnie sprawdzaliśmy, a po weekendzie mamy przyjść na 2 godzinne szkolenie bhp i już zacząć pracę. 
Jeśli chodzi o drugą firmę - Waitrose, to od razu przy rejestracji dostałyśmy książeczkę i test bhp, który miałyśmy wypełnić, ale nawet nie jestem pewna, czy ktokolwiek to sprawdzał, a teraz mamy czekać na telefon z agencji gdzie podadzą nam termin 3 dniowego szkolenia.
Jak widzicie cały proces rekrutacji nie jest zbyt skomplikowany i nawet szybko trwa. Jeśli nie czujecie się pewnie w języku, to przy odrobinie szczęścia możecie trafić na polaków, którzy Wam pomogą, albo sami możecie pomóc swojemu szczęściu i np poszukać takiej pracy, gdzie prowadzą szkolenia w różnych językach (np. New Look).
Buziaki,
M.

Ten o (nie)udanym początku

 Opóźniony samolot, płacząca dzidzia na siedzeniu obok, stres, zmęczenie, prawie półtoragodzinne czekanie na walizki i godzinna podróż z lotniska do Milton  były wykańczające. 
Weekend miałyśmy spędzić u koleżanki, i po przyjeździe do niej nawet nie wiem kiedy padłyśmy ze zmęczenia. Następnego dnia już w lepszej formie poszłyśmy zobaczyć okolice. Pierwsze co od razu zwróciło moją uwagę, to wielkość miasto - Milton jest ogromne! I może dzielnice same w sobie nie są zbyt duże, to oddzielone są parkami, marketami czy zielonymi skwerami, co sprawia, że mamy do pokonania dość spore odległości. 
W niedzielę byłyśmy umówione z landlordem na obejrzenie pokoju i przeprowadzkę, ale niestety nie obyło się bez komplikacji - sporych. Ciężko jest wynająć pokój na odległość, dla trzech osób, w rozsądnej cenie, z ograniczonym budżetem i bez minimalnego czasu wynajmu (minimum 6 miesięcy), dlatego pomimo całej sytuacji z właścicielem, spięć, problemów, niedomówień i nerwów musiałyśmy wziąć ten pokój. 
Nie do końca zadowolone i z uczuciem niepokoju  zaczęłyśmy się urządzać, rozpakowywać i pocieszać nawzajem, że będzie lepiej, bo w końcu w poniedziałek idziemy się zarejestrować w agencji i jeszcze w tym tygodniu zaczniemy pracę, którą miałyśmy umówioną od kilku dobrych tygodni....
Nic bardziej mylnego... praca, która była jedyną pewną rzeczą, okazała się największą niewiadomą! Pani z agencji zapewniła nas, że już we wtorek ktoś się do nas odezwie i przekaże szczegóły odnośnie szkolenia, ale informacje trzeba było od nich wyciągać, a i tak nie było ich zbyt wiele i nie były zbyt dobre.
Od razu po przyjeździe zadzwoniłyśmy też do Revenue w sprawie mojego ubezpieczenia i poszłyśmy do banku otworzyć dla mnie konto, ale jedyne czego się dowiedziałyśmy to tego, że bez NINo (national insurance number) konta w banku nie otworzę, a na spotkanie w urzędzie muszę czekać 5 tygodni. 
Podsumowując pierwszy tydzień: nie mamy pracy, prawie zostałyśmy bezdomne, nie mogę otworzyć konta w banku, muszę czekać ponad miesiąc na spotkanie w urzędzie i nie wiadomo czy w ogóle dostanę nino.
Może być gorzej? 

Buziaki,
M.

Ten o planach na wakacje

Dwa lata temu opisywałam tutaj moją małą, angielską przygodę - o tu. I pomimo, iż zakochałam się w tych miejscach, które odwiedziłam i spędziłam cudowne wakacje ze znajomymi, wyjazd nie był do końca taki różowy i skończył się o kilkanaście dni wcześniej. Mały niesmak pozostał dlatego kiedy pojawiła się opcja ponownego wyjazdu do Anglii, oprócz uczucia podekscytowania i radości, gdzieś w środku czułam też niepokój i lekki strach, że coś może znów pójść nie tak. Niestety albo i stety nie miałam za bardzo czasu żeby to roztrząsać, bo wszystko bardzo szybko się potoczyło, i w ten oto sposób już za kilka godzin razem z moimi dwiema przyjaciółkami wylatuje do Anglii. 
Tym razem zatrzymamy się w Milton Keynes, które kompletnie nie przypomina urokliwego Wolverhampton ze swoimi ceglanymi domkami i kościółkami, a bardziej jest... nijakie i niczym się nie wyróżniające, mimo to mam nadzieję, że to miasto ma coś do zaoferowania :P
Opóźniony lot do Anglii to chyba norma, bo i tym razem samolot nie wyleci punktualnie, gdyby tego było mało, kiedy chciałam wymienić pieniądze w kantorze, ten został zamknięty, a w drugim brakło już funtów.... także zapowiada się ciekawie! 
Trzymam mocno kciuki za ten wyjazd i mam nadzieję, że usunie niesmak po poprzednim razie. 
Angielska przygodo czas start!

Buziaki,
M.

Ten o moim powrocie do Polski.

Ostatnie 29 dni spędziłam w Angli, w Wolverhampton u Zuzi i Kacpra. Dzisiaj przyszło mi się pożegnać z tym miejscem, z domem w którym mieszkałam przez ostatnie dni, z ludźmi z którymi spędzałam czas, i nie mówię tutaj tylko o Zuzi i Kacprze, ale też o ludziach których tam poznałam i z którymi spotykaliśmy się i spędzaliśmy czas.

Dziwnie będzie na nowo przyzwyczaić się do 'polskiego' pokoju, dziwnie będzie bez dźwięków które do tej pory mnie otaczały - kłótni sąsiadów, syreny wozu z lodami, chrapania Kacpra, czy mamy z domu naprzeciwko co rano wołającej swoje rozwrzeszczane dzieci. Ale najbardziej jest mi smutno, ponieważ nie wiem, kiedy znowu zobaczę się z Zuzą i Kacprem.

Podczas tego wyjazdu wiele zobaczyłam, nabrałam nowych zwyczajów, poznałam ciekawych ludzi i trochę się nauczyłam. Jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom za możliwość wyjazdu i przyjaciołom za to że mnie do siebie przygarnęli.

W tym momencie jestem gdzieś nad morzem północnym, a może nad Niemcami?
Wracam do domu.
Zobaczymy co przyniesie reszta wakacji.

 Buziaki,
M.
Subskrybuj: Komentarze ( Atom )

Instagram

Archiwum

  • ▼  2018 (17)
    • ▼  listopada (2)
      • Ten o wycieczce do Londynu
      • Ten o wyjeździe do Brighton
    • ►  października (1)
    • ►  września (2)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2017 (56)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (1)
    • ►  września (3)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (6)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (7)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2016 (75)
    • ►  grudnia (25)
    • ►  listopada (4)
    • ►  października (6)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (5)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (3)
  • ►  2015 (44)
    • ►  grudnia (24)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (4)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2014 (19)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2013 (120)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (4)
    • ►  października (5)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (15)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (7)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (12)
    • ►  stycznia (28)
  • ►  2012 (99)
    • ►  grudnia (24)
    • ►  listopada (44)
    • ►  października (29)
    • ►  września (2)
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Distributed By My Blogger Themes | Designed By BThemez