Filmowe piątki: ten o 'Planecie singli'

Uwielbiam komedie, łzawe romansidła i inne typowo kobiece odmóżdżacze. Trudno jest mnie zaskoczyć jakimś tytułem, bo znaczną większość filmów z tych kategorii już widziałam,
a szkoda, bo to czasami utrudnia wybór 'na luźny wieczór'. Ale ja nie o tym, dzisiaj będzie
o filmie - polskim filmie. Nie przepadam za polskimi filmami... zdarzają się wyjątki jak "Wkręceni", "Lejdis" czy "Jak się pozbyć cellulitu", ale generalnie polskich produkcji nie lubię. Ubiegłoroczny hit walentynek widziałam kilka razy i jak bardzo za polskimi filmami nie przepadam, tak ta produkcja skradła moje serce.


Ania jest nauczycielką muzyki w szkole podstawowej, w walentynki umawia się przez internet na randkę w ciemno, ale niestety zostaje wystawiona. W restauracji w której czeka, zauważa ją Tomek - telewizyjny prezenter, celebryta i zapatrzony w siebie podrywacz. Długo nie musimy czekać na to aby Tomek zagadał do Ani licząc na łatwą zdobycz, jednak ku jego zdziwieniu kobieta nie jest zdesperowaną panną, tylko ma swoje zasady i szuka miłości, a nie przelotnego romansu. Cała ich rozmowa nie trwa długo, ale tyle wystarczy Tomkowi aby zrobić z tego zabawną scenkę w swoim programie. Ku zaskoczeniu wszystkich, kabaretowa Hania zyskuję wielką sławę, a Tomek jest zmuszony prosić jej pierwowzór o pomoc - niechętnie bo niechętnie, ale wreszcie dochodzą do porozumienia, ponieważ Tomek walczy o pozycję i sławę, a Anna
o wymarzony fortepian dla swojego szkolnego koła muzycznego. Zasady są proste: ona umawia się na randki poprzez popularną aplikację do randkowania "Planeta singli", po czym zdaje relacje ze spotkań, on natomiast tworzy z tego skecze do programu. Umowa obowiązuje do końca sezonu bądź do momentu w którym Ania się nie zakocha... no właśnie. Miłość. Przewidywalnie bądź nie, nasi bohaterowie się do siebie zbliżają, ale aby nie było tak łatwo, do gry wraca walentynkowa randka Anny. Akcja zmienia się niczym w kalejdoskopie, a kiedy jesteśmy pewni tego co za chwilę się zdarzy, zostajemy mile zaskoczeni. 
Aby romantyczna sielanka naszych bohaterów nie wyszła nam w pewnym momencie bokiem, do fabuły zostały dodane miłosne perypetie przyjaciółki Ani - Oli i jej męża, a jednocześnie przełożonego Anny - Bogdana, a także troszeczkę goryczy w postaci zaborczej, a także wydawać by się mogło, nieczułej matki głównej bohaterki.

Po pierwszych minutach filmu na myśl nasunęła mi się od razu "Brzydka prawda" i myślę sobie, że przecież nie mogli zrobić czegoś aż tak oczywistego... na szczęście akcja się rozkręciła.
Całość jakoś ze sobą powiązana i jakoś posklejana tworzy na przemian wzruszającą, na przemian zabawną opowieść, która w pełni skradła moje serce. Zakończenie jak dla mnie było do bólu urocze i do bólu idealne, a pierwsze co przyszło mi do głowy po wyskoczeniu napisów końcowych to rada, aby uważać czego sobie życzymy, bo nigdy nie wiemy kiedy nasz rycerz na białym koniu wyskoczy zza roku... dosłownie.
Chciałabym, aby w galaktyce polskiego kina pojawiło się więcej takich "Planet".

Widzieliście to cudo, czy jednak nie ciągnie Was do polskich filmów ?
Buziaki,
M.

CONVERSATION

2 komentarze:

  1. widziałam i całkiem mi się podobał :D obserwuje i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie widziałam filmu, ale chętnie obejrzę ;) Ogólnie nie przepadam za polskimi komediami, więc miło przeczytać, że jednak jest jakiś film polskiej produkcji warty obejrzenia ;)

    OdpowiedzUsuń

Hej!
Cieszę się, że wpadłeś na mojego bloga i będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz komentarz. Jeśli coś Ci się nie podoba, bądź masz jakieś uwagi to napisz mi to tutaj bądź w mailu, zobaczymy co da się z tym zrobić. Dziękuje za wszystkie komentarze i obserwacje! ♥