Ten o przerwie świątecznej. Blogmas #18

Nadszedł długo wyczekiwany przeze mnie dzień. 18 Grudnia, piątek, godzina 5:30. Budzę się z podkrążonymi oczami, w końcu spałam niespełna trzy godziny. Prysznic, śniadanie, ogólne ogarnięcie, dopakowywanie ostatnich rzeczy i szybki marsz na przystanek. 25 minut później jestem już na dworcu. Nerwowe czekanie, sprawdzanie tablicy, wsłuchiwanie się w komunikaty nadawane przed głośniki. Jest! wreszcie słów kilka
o pociągu relacji Lublin - Wrocław główny przez Katowice. Zmiana peronu, ale pociąg będzie punktualnie. Szukanie peronu, odpowiedniego toru i wreszcie wagonu. Pociąg podjeżdża, nerwowa walka z walizką - jakoś trzeba ją wcisnąć do tego cholernego pociągu! Miła pani mi pomogła, udało się, ale... to nie te drzwi - przedział jest na drugim końcu wagonu. Kolejna walka
z walizką, tym razem przeciwko wąskiemu korytarzu. Jest, nareszcie. Miła pani ciągle idzie za mną, o, mamy razem przedział. Godzina 8:00 - jeszcze 14 minut do odjazdu, spędzamy ten czas na miłej pogawędce. Do pociągu wsiada coraz więcej ludzi, w przedziale robi się tłoczno, moja walizka jest za ciężka, żeby wpakować ją na te przeklęte kosze u góry - trudno, jakoś się ciśniemy. Emeryci, kochani emeryci na dzień dobry robią awanturę o miejsce a i tak robią inaczej, trudno, to emeryci. To wszystko wyjaśnia. Ruszamy, przedział prawie pełny. Mijają pierwsze 2 godziny,
w przedziale tłoczno i duszno, wsiada ósma osoba, Ukrainka nie wytrzymuje i wychodzi na korytarz - tam spędza resztę podróży. Rozładowany tablet - koniec serialu, do końca podróży 2 godziny które przesypiam. 11:20. Budzę się w Zawierciu, lekko zdezorientowana szybko orientuje się w sprawie i zaczynam zbierać zabawki. Dąbrowa górnicza, Sosnowiec, zaraz Katowice. Panowie z przedziału pomagają mi wynieść walizkę, jeden z nich wysiada ze mną oferując pomoc z walizką. 12:00. Tłok i zamieszanie na dworcu, labirynt podziemnych przejść między peronami, między galerią a placem Andrzeja, błądzę, szukam, znalazłam, idę na plac. Nareszcie, mogę odpocząć na ławce. Czekam na mamę, jest, spóźniona, trudno. Szybka wizyta w sklepie
z rzeczami do scrapbookingu, przebijanie się przez korek do pracy, herbata, drugie śniadanie, plotki, ploteczki. 15:00. 16:00. Jest tata, nareszcie. Jedziemy do domu. Coś koło 18... nareszcie, wchodzę do domu, kot przybiega i łasi się do nóg. Jestem w domu. Nareszcie. Można odpocząć. 

I tak mi minęła znaczna część dnia w wielkim skrócie, Było nerwowo, ale co tam, kiedy wreszcie można się wyspać we własnym łóżku. Wieczorem zmęczona po podróży już miałam iść spać, ale co to to nie, jeden telefon od moich dziewczyn i już mogłam być pewna, że nici z wcześniejszego pójścia spać. Przynajmniej wiem, że mam wspnaiałe przyjaciółki ♥ 
Dzisiejszy dzień był bardzo męczący, ale świadomość, że najbliższe dwa tygodnie będą wolne, niweluje wszelkie smutki i niedogodności :D

Spokojnej nocy!
Buziaki,
M.

#14 Ten o świątecznej kartce.  
#15 Ten o ostatnich dniach.
#16 Ten o kole naukowym.  
#17 Ten o pakowaniu.  

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Hej!
Cieszę się, że wpadłeś na mojego bloga i będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz komentarz. Jeśli coś Ci się nie podoba, bądź masz jakieś uwagi to napisz mi to tutaj bądź w mailu, zobaczymy co da się z tym zrobić. Dziękuje za wszystkie komentarze i obserwacje! ♥